piątek, 3 kwietnia 2015

ღ Rozdział 27 ღ

×Harry×
Kolejny nudny dzień mija nie ubłaganie wolno. Skakałem z kanału na kanał, pijąc przy tym sok limonkowy. Ogarniało mnie znurzenie i powoli zaczęło mnie to irytować.
Wstałem z kanapy z zamiarem pójścia na siłownie. Dawno tam nie byłem i powoli zaczynało być to widoczne. Nie mogę tak spaść z formy, bo za chwile zrobi mi się piwny brzuszek, a tego nie chce.
Spakowałem torbę i ubrałem buty. Przed wyjściem wysłałem szykbkiego sms'a do mamy, że nie będzie mnie w domu na jakiś czas i ruszyłem w stronę samochodu, który po wejściu do niego uruchomiłem.
Po jakiś dwudziestu minutach drogi byłem na miejscu. Stara siłownia gdzie ćwiczyłem do zawodów. Przebrałem się w strój i spakowałem swoje rzeczy do szafki. Wziąłem jeszcze mały ręcznik, który przewiesiłem przez kark oraz butelkę wody.
Moim pierwszym celem był worek treningowy. Dawno tego nie robiłem, ale jeszcze nie zapomniałem jak to jest. Nałożyłem rękawice i zacząłem okładać swój cel.
-Proszę, proszę! Kogo my tu mamy! - usłyszałem męski głos za swoimi plecami.
Odwróciłem się i ujrzałem mojego starego, dobrego przyjaciela.
-Luke - odparłem zdyszany.
-Hej - uśmiechnął się do mnie. Odwzajemniłem uśmiech od razu.
-Zmieniłeś się - odparłem.
-Ty też. Kto by pomyślał, że zapuścisz włosy!
-A ty brodę!
-No - pogładził swój nabytek i parsknął śmiechem - a jak u rodziny?
-Abbey jest w szpitalu - powiedziałem od razu - ale już jest wszystko w porządku.
-Wystraszyłeś mnie - powiedział z ulgą.
-Poza tym moja mama pracuję, ja też.
-Właśnie! Widziałem twoją mamę na mieście wczoraj. Chyba wracała z pracy.
-To super?
-To nie wszystko. Szedł z nią jakiś koleś.
-Pewnie Alex - odparłem obojętnie.
-Jesteś taki spokojny. Zawsze odtracałeś nowych partnetów matki, aż dała sobie spokój.
-Cóż, jakoś go znoszę. Widzę, że moja mama naprawdę go lubi, a on nie pokazuje nic niepokojącego.
-Gdzie ten stary zaborczy Hazz, którego tak dobrze znałem?
-Wyparował wraz z utratą Rue.
-Jak się trzymasz? No wiesz... po tym wszystkim. Wspomnienia wróciły.
-Cóż nie jest super, ale najgorzej też nie.
-Widziałeś ją?
-Kilka razy, ale staram się jej unikać.
-Jak wolisz. Jak coś znajdziesz mnie zawsze tutaj. Narazie Hazz.
-Narazie.
Nie mogę powiedzieć, że znów jestem razem z Rue. Za dużo osób już wie. Nie mogę się tym chwalić na prawo i lewo.
Wróciłem to walenia w worek z zamiarem odstresowania się i oddzielenia się od reszty świata. Byłem jak w transie, zawsze tak było...

1 komentarz: