wtorek, 17 marca 2015

ღ Rozdział 26 ღ

Trzeci rozdział ciągnie się ten jeden dzień. Postaram się go dzisiaj zakończyć xD

Kiedy Harry znów wyszedł poczułam się samotna. Nie miało to trwać długo, bo za godzine ma przyjść po mnie Chase.

Zaczęłam przygotowywać na imprezę u Shawna. Umyłam się razem z włosami, które po prysznicu skręciłam w lekkie loki. Pomalowałam się troche mocniej niż na codzień. Ubrałam się w czarną, obcisłą sukienkę, a na stopy nałożyłam szpilki na ekstremalnie wysokim opcasie pod kolor sukienki.

Stanełam przed lutrem i oglądajac efekt końcowy, czekałam na Chase'a, który jak zwykle spóźniał się już dobre dziesięć minut.

Kiedy już zaczełam wątpić w mojego przyjaciela, zadzwonił dzwonek i odrazu otworzyły się drzwi.

Przez nie wszedł Chase. Był ubrany w czarne rurki, biały podkoszulek i czarną skórzaną kurtkę, a na nogach miał ciemnoszare adidasy. Włosy jak zawsze były zakryte przez fullcap'a.

-Cześć piękna - zatkało go. - Wow, ale mnie zaszczyt kopnął, że będę woził taką dupę.

Zaczęłam chichotać na jego słowa, a on przyciągnął do siebie i ucałował w czoło.

-Mam piękną przyjaciółkę - rozmarzył się.

-Aww.

-Przetańczymy całą noc - powiedział, podniósł mnie i obrócił się kilka razy wokół własnej osi. Zapiszałam, a kiedy mnie postawił, zachwiałam się przez zawroty w głowie.

-Tylko nie wywijaj mną tak na parkiecie.

-Zawsze cię złapię i nie upadniesz - cmoknał - dobra ruszajmy - wskazał ręką w stronę wyjścia.

Wyszłam na przód, a blondyn klepnął mnie tyłek. Ponownie z moich ust wydostał się pisk.

-Nie piszcz już tak, bo nie będziesz mogła rano mówić - prychnął.

-To przestań byc ich powodem.

-Zabrzmiało to dwuznacznie, młoda damo. Nie prowokuj mnie!

-Sugerujesz coś?

-Ja? Nie! Skąd - zaśmiał się.

-Za to cię kocham.

-Wiem - cmoknął - jestem wyjatkowy. Mimo wszystko wolę blondynki.

-Wiem, wiem.

-Przefarbuj się i będę mógł cię pieprzyć.

-Wole być szatynką - prychnęłam.

-Z własnej woli rezygnujesz z tego - uniósł koszulkę do góry, ukazjując swój sześcio -pak.

-Dobra, bo nigdy nie wyjdziemy - zamknełam za sobą drzwi na klucz. Podeszliśmy do samochodu, a Chase otworzył mi drzwi do jego mercedesa.

-Gentelmen - udałam zachwyt i wsiadłam do auta.

-Rodzinne.

-Jan zwykle skromny - prychnęłam.

-Zawsze i wszędzie - uśmiechnął się słodko i zajął miejsce kierowcy.

Dotatliśmy na miejsce po jakiś trzydziestu minutach. Wysiadłam z pojazdu i ujrzałam wielki dom stojący przede mną. Było słychać dudnienie muzyki, a w oknach migały kolorowe światła. Budynek zjadował się na odludziu, więc podejrzewam, że będzie to trwało do rana.

Chase chwycił mnie w pasie, a ja ułożyłam rękę na jego ramieniu. Ruszyliśmy w stronę drzwi, a kiedy przeszliśmy przez nie uderzył mnie klasyczny imprezowy smród. Mieszanka alkoholu i potu drażniła moje nozdrza.

-Co robimy? - powiedziałam do Chase, próbując przekrzyczeć muzykę.

-Napijmy się na początek - wskazał bar gdzie stała Ali z Zee.

Podeszliśmy do nich i przywitaliśmy się.

-Słodko razem wyglądacie - odparł Zee.

-Pasujecie do siebie - dodała Ali.

Cóż racja ubraliśmy się kompatybilnie, ale to nie nie zmienia faktu, że jesteśmy tylko przyjaciółmi.

-Czy ktoś jeszcze wierzy w przyjaźń damsko-męską? - spytałam Chase'a.

-Hmm, MY!

-Racja! - spojrzałam na nich z pod byka.

-Dobra, dobra! - prychnęłam na słowa Alice.

-Czego chcecie się napić?

-Daj jakiegoś szybkiego drinka i idziemy balować - kiwnął głową w moją stronę.

-No tak tancerze się znaleźli - wyrzuciła moja przyjaciółka.

-No widzisz.

-Macie - podał nam szklanki z procentami.

-Dziena Zee - powiedziałam i szybko opróżniłam zawartość naczynia, a potem wraz z blondynem udałam się na parkiet.

Tańczyliśmy i wariowaliśmy dobre kilka piosenek. Ludzie przychodzili i odchodzili, a my wiernie towarzyszyliśmy muzyce. Jak przystało na zawodowców nieźle wymiataliśmy i mogę być z nas dumna.

Kiedy nastała wolna piosenka wreszcie mogliśmy odetchnąć i bujaliśmy się w rytm spokojnej nuty. Blondyn usadowił swoje ręce na moich biodrach i przyciągnął mnie do siebie, a ja ułożyłam swoje na jego karku.

-Jak się bawisz?

-Z tobą gdzie kolwiek bym była, zawsze się będę świetnie bawić.

-Miło mi to słyszeć - uśmiechnął się ukazując swoje białe ząbki.

Nie mogłam się powstrzymać i zabrałam mu czapkę. Ubrałam ją sobie i oparłam głowe o jego ramię. Chase jedynie się zaśmiał. Odczuwałam lekkie zmęczenie przez szalony taniec.

-Idziemy usiąść? - podniosłam głowe.

-Wymiękasz?

-Nope - prychnęłam.

-Dobra chodź - powiedział kiedy skończyła się piosenka. Podeszliśmy do Alice, która wraz z Zee i jeszcze jakimś chłopakiem zajmowali spora część kanapy. Chase zajął pozostały kawałek i pociągnął mnie za rękę. Usadowiłam się na jego udach.

-Wygodnie?

-Nie, ale jakoś to zniosę.

-Jak wolisz.

Spędziłam noc na balowaniu na całego. Dawno nie byłam na imprezie i miałam zamiar nadrobić to wszystko co mnie ominęło.

Następnego ranka obudziłam się z kacem i bólem głowy. Było po jedenastej, a ja leżałam w swoim łóżku. Dalej byłam w sukience, ale już bez butów. Koło mnie spoczywał Chase, który jeszcze pochrapiwał. Miał na sobie jedynie podkoszulek i bokserki. Zaśmiałam się na ten widok, budząc go przy tym.

-Co cię tak śmieszy? - burknął pod nosem wciąż mając zamknięte oczy.

-Ty - przeczesałam włosy i wstałam - Wstawaj, a ja idę zrobić śniadanie.

-Widzimy się na dole - wymruczał do poduszki.

-Okej.


▬ ▬ ▬ ▬ ▬
Jak obiecałam wraz z odzyskaniem komputera uzupełnię rozdziały, a więc jestem! Liczę na masę komentarzy :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz