wtorek, 17 marca 2015

ღ Rozdział 25 ღ

Kiedy wróciłam do do domu nie zastałam w nim taty. Pewnie wrócił do pracy. Rzuciłam trobę do przedpokoju i weszłam schodami na górę. Wzięłam szybki prysznic żeby odścieżyć się po męczących zajęciach. Siadłam na łóżko i uruchomiłam mojego laptopa. Przeglądnełam portale społecznościowe i kilka stron plotkarskich.
Nic nowego na mnie nie czekało, więc puściłam sobie jakiś film. Podczas oglądania rozproszył mnie dzwięk przychodzącej wiadomości. Zastopowałam seans i odblokwałam telefon w celu przeczytania sms.
✉Chase: Masz czas dziś wieczorem? :) x
✉Rue: Zależy w jakiej sprawie xD
✉Chase: Impreza u Shawna! :P
✉Rue: Postaram się urwać xx
✉Chase: To do dwudziestej pierwszej słonko :)
Spojrzałam na zegar i westchnełam. Nie widziałam się dzisiaj z Harry'm. Jak na zawołanie dostałam do niego sms'a.
✉Harry: A tobie miłego dnia! Przepraszam, że nie odpisałem wcześniej, ale miałem urwanie głowy :(
✉Rue: Haha, ok! Dzięki. Dasz radę spotkać się przed 21?
✉Harry: A co potem idziesz spać? Haha
✉Rue: Jestem umówiona ma imprezę, a nie na sen!
✉Harry: Okej, okej. Z kim? ._.
✉Rue: Z Chase'm i Alice.
✉Harry: A co oni są razem?
✉Rue: Przecież Ali jest dalej z Zee, głupku.
✉Harry: To znaczy, że...
✉Rue: Nie jestem związana z nim w taki sposób jak myślisz. To tylko przyjaciel.
✉Harry: No nie wiem.
✉Rue: Jak mi nie wierzysz to twój problem. Nie będę się tłumaczyć.
✉Harry: Dobra. Będę za dwadzieścia minut.
✉Rue: Co?! Jak to?!
Rzuciłam telefon na łóżko i poleciałam się szybko ogarnać.
Po jakimś czasie byłam prawie gotowa. Nie zwalałam z nóg, ale nie wyglądałam już jak strach na wróble. Zadzwonił dwonek, więc zleciałam po schodach żeby otworzyć drzwi. Przywiał mnie goracy pocałunek prosto w usta. Oddałam go natychmiast. Wplotłam palce w loki Styles'a i wciagnęłam go do domu żeby uniknąć spojrzenia ciekawskich sąsiadów, którzy już odsuneli lekko firanki.
-Hej - odetchnął.
-Cześć - uśmiechnęłam się do niego - coś do picia?
-Herbatę? - zaproponował, ściagając przy tym buty i płaszcz.
-Dobra - chwyciłam go za rękę i pociągnełam do kuchni. Usiadł na na jednym z krzeseł barowych, a ja zabrałam się za parzenie napoju.
-Jak w pracy?
-Maskara. Ta Janet to wrzód na dupie. Mam dość tej pustej lalki - prychnął - nie wiem jak dostała się do tej roboty. Jest chamska dla klientów, a na dodatek po wielogodzinnych szkoleniach wciąż nie ogarnia obsługi kasy - wyrzucił.
-Próbuje zwrócić uwagę.
-Co?
-Niektóre tak robią. Miałam kiedyś odpowiednik Janet w pierwszej klasie liceum. Udawała pustaka, a potajemnie chodziła na prywatne zajęcia z rozszerzonej matmy. Robiła z siebie ofiarę żeby zwrócić uwagę płci przeciwnej.
-Oh. Cokolwiek. Mam jej dość - burknał.
-Masz - podałam mu kubek z herbatą i usiadłam na przeciwko niego.
-Co cię gryzie? - spytał Hazz po chwili ciszy.
-Hm. Czy my kiedyś... się kochaliśmy?
-Nie - przygryzł wargę.
-Wyznałam ci miłość?
-Nie pamiętasz?
-Nie bardzo - skrzywiłam twarz na widok bólu wypisanego na twarzy chłopaka.
-Tak, zrobiłaś to.
-Oh.
-A co teraz czujesz?
-Mam mieszane uczucia i nie jestem nich pewna.
-A czego jesteś?
-Tego, że mi na tobie zależy i nie chce ponownie cię stracić.
Harry chwycił moja dłoń i uścisnął ją.
-Nigdzie się nie wybieram. Za długo żyłem bez ciebie u boku.
Wstałam, a potem usiadłam okrakiem na jego udach i wtuliłam się w jego tors.
-Nawet nie pamiętam tego uczucia - wyszlochałam.
-To jest wtedy kiedy nie chcesz stracić tej drugiej osoby. Twoje serce na widok ukochanego bije szybciej, oddech staje się płytki, a z każdym dotykiem pojawia się gęsia skórka. Masz uczucie jakby motylki latały w twoim brzuchu z każdą myślą o tym jedynym.
-W takim razie chyba cię kocham, Harry.
-Ja ciebie też i nigdy nie przestałem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz