wtorek, 17 marca 2015

ღ Rozdział 24 ღ

Piszę to drugi raz, bo pierwszy tekst mi się usunął. Jestem tak mega wkurzona na wattpada, bo taki fajny rozdział mi wyszedł i muszę go pisać od nowa. Teraz nie wyjdzie mi taki sam, wrr -.-
***
No to może dzień z życia Rue? :)
Wstałam jak zwykle z samego rana. Mój zegar biologiczny przystosował się do czasów szkolnych, więc moja stała pora wstawania to godzina siódma. Gdy obudzę się później to z góry mój dzień jest zapowiedziany beznadziejnie.
Wstałam i poszłam do łazienki. Wzięłam szybki, orzeźwiający prysznic, a na twarz nałożyłam lekki makijaż. Wróciłam do pokoju i ubrałam się w czarne legginsy i obszerną koszule.
Przeleciałam cicho do kuchni żeby nie obudzić ojca, który odsypiał nockę.
Wsypałam płatki do miski i zalałam je mlekiem. Dodałam dla smaku łyżkę miodu. Zaczełam jeść śniadanie.
Podczas konsumkcji odblokowałam telefon żeby wysłałać sms do Harry'ego.
✉Rue: Powodzenia w pracy! Xx
Zablokowałam go i włożyłam do kieszeni koszuli. Po zjedzeniu umieściłam miskę w zmywarcę i ruszyłam ponownie na górę. Była dopiero ósma trzydzieści, więc zabrałam się za dopracowywanie moich prywatnych planów pokoi, które tworzę dla przyjemności i zabicia czasu.
Kiedy skończyłam było dobrze po dziesiąstej, więc zaczęłam zbierać się na poranne zajęcia taneczne. Spakowałam moją torbę i zeszłam na dół. Odblokowałam telefon żeby przeczytać wiadomość, która przed chwilą przyszła.
✉Chase: Będziesz dzisiaj na zajęciach? Xx
✉Rue: Oczywiście! :3
✉Chase: W takim razie nie mogę się doczekać! :))
Schowałam go do torby i wszedłam do kuchni, gdzie siedział mój ojciec zajadający jajecznice.
-Hej mała - przywitał się.
-Cześć tato - ucałowałam go w policzek i wyciągnęłam butelkę wodę z lodówki na zajęcia.
-Wyspałeś się? - zapytałam wkładając trampki.
-Średnio, ale to normalne - westchnął i upił łyk kawy.
-Eh, dobra. Ja muszę spadać. Pa tato! - pomachałam mu.
-Okej. Uważaj na siebie!
-Dobrze! - wyszłam z domu i skierowałam się w stronę domu kultury, gdzie odbywają się zajęcia. Włożyłam suchawki do uszu i puściłam muzykę.
Kiedy dotarłam ujrzałam moją przyjaciółkę czekającą na mnie przed szatnią.
-Jezu dziewczyno! Wieki cię nie widziałam! - przytuliła mnie.
-Też się cieszę, że cię widzę. Mimo to jestem na ciebie zła!
-O co? - spytala zdezorientowana.
-O Harry'ego.
-Nie rozumiem - zmarszczyła brwi.
-Wszystko sobie przypomniałam!
Alice rozejrzała się po korytarzu, a potem wciągnęła do jeszcze pustej szatni.
-Charlie wie?
-Nie i wolę żeby się nie dowiedział.
-Czemu?
-Bo spyta o powód, a ja mu nie powiem, że dzięki Harry'emu odzyskałam zamazany obraz mojej przeszłości.
-Oh.
-Nie mam zamiaru znów go stracić, rozumiesz?
-Kochasz go?
-Nie wiem.
-Przeczekaj to. Nie pali się przecież, tak?
-No tak.
-Więc zostaw tak jak jest.
-Okej - przerwaliśmy kiedy do szatni zaczeli schodzić się ludzie. Przebrałam się szybko z koszuli w luźny, krótki do brzucha podkoszulek na szerokich ramiączkach.
-Idziesz? - zapytałam Alice, kiedy byłam gotowa.
-Idź sama - mówi siłując się z obcisłymi rurkami, które ubrała - pójdę jeszcze do toalety.
-Spoko - wzruszyłam ramionami i przeszłam z szatni do sali z wielkimi lustrami ma ścianach.
Chase stał przy radiu i ustawiał muzykę na dzisiejsze zajęcia.
-Hej - uśmiechnęłam się i podeszłam blizej kiedy mnie zauważył.
-Kogóż to moje oczy widzą! - przytulił mnie i zmierzwił włosy na co wzięłam jego stały element ubioru, czyli fullcap i ubrałam go sobie.
-To moje - pokazał na czapkę i uśmiechnął się podejrzanie.
-Już moje - wystawiłam mu język.
Chase zmarszył czoło i nagle zaczął mnie łaskotać.
-Haha! Przestań! - zaczęłam niekontrolowanie chichotać.
-To za karę! - w bezsilności wywołanej śmiechem, upadłam na ziemę i zaczęłam wierzgać nogami. Po chwili Chase usiadł na mnie okrakiem i ułożył mi ręce nad głową, skutecznie uniemożliwiając mi jaki kolwiek ruch.
Ściągnął czapkę z mojej głowy i ubrał ją sobie daszkiem do tyłu.
-Wyglądałam w niej lepiej - prychnęłam wciąż przybita do ziemi przez ciężar chłopaka.
-Wątpie - uśmiechnął się słodko i zszedł ze mnie. Wyciągnał rękę i pomógł mi wstać. Przyciągnał mnie do siebie, a ja odruchowo umieściłam ręce na jego torsie żeby nie upaść.
-Jesteś ciężki.
-Sama rzeźba słonko - unósł bicka do góry i ucałował go. Wybuchnełam śmiechem na jego czyn, a on dołączył do mnie z tym swoim uroczym śmiechem.
-Wygladacie jak para.
-Ale nie jesteśmy - odpowiedzieliśmy równocześnie do Alice, która stała w drzwiach.
-Haha! Wiem o tym.
Chase mnie puścił, a ja walnełam go w ramię z pięści na co ten udał wielki ból i skrzywił twarz.
W odwecie przerzucił mnie sobie przez ramię i walnął w tyłek.
-Puść mnie!
-Nah?
Tym razem to ja walnełam go w tyłek na co podskoczył i zaczął się śmiać.
-Normalnie jak para - powtórzyła przygladajac się naszemu zachowaniu.
Blondyn puścił kiedy zaczęli schodzić się inni uczestnicy zajęć. Spojrzałam ma niego i cmokęłam w jego stronę, a on puścił mi oczko. Zajeliśmy z Ali miejsca z przodu jak zwykle.
Po zajęciach pożegnałam się z Chase'm buziakiem w policzek. Przebrałam się i wyszłam z domu kultury z moją przyjaciółką u boku.
-Jak myślisz, jak zachowa się Hazz na twój bliski kontakt z tym przystojnym blondaskiem?
-Bawisz się w dziennikarkę?
-Można tak powiedzieć. Więc jak?
-Pewnie mu się to nie spodoba, ale Chase jest zbyt ważną osobą w moim życiu żebym zrezygnowała z kontaktu z nim.
-Między wami nic nie ma?
-On jest bardziej jak brat, mimo że na początku naszej znajomości mnie podrywał.
-Skąd wiesz, że on nie buja się w tobie?
-Powiedzieliśmy sobie, że jak któreś z nas coś poczuje to powiemy sobie o tym.
-Wy razem jesteście zbyt idealni.
-Ale tylko jako przyjaciele.
-Może. A co z Niallem?
-Przecież wiesz, że studiuje w Nowym Jorku i widuję go rzadko kiedy - posmutniałam.
-Chodziło mi bardziej o to kiedy przyjedzie.
-Nie wiem Ali - zaczęło zbierać mi się ma płacz.
-Hej! Nie smuć się! Masz nas, prawda?
-No tak...
-Poza tym on jest przy tobie! Nie ważne jak daleko mieszka!
-Może.
-Zapraszam do Starbucksa na pocieszającą kawę!
-No nie wiem...
-Ja stawiam.
-No dobra - uśmiechnęłam się słabo i ruszyłam razem z przyjaciółką do pobliskiej kawiarni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz