wtorek, 6 stycznia 2015

ღ Rozdział 11 ღ

Wstałem z samego rana i zacząłem zbierać się do pracy. Wziąłem szybki prysznic i ubrałem się w czarne rurki i białą podkoszulkę. Zszedłem na dół i ujrzałem obrazek perfekcyjnej rodzinki. Mężczyzna, nazywany przyjacielem mojej mamy siedział przy stole, czytając gazetę i pijąc kawę. Kobieta, moja mama stała przy kuchence robiąc klasyczne śniadanie składające się z jajecznicy i tostów. Ułożyła na stole słoiczki z dżemem i kremem czekoladowym.

-Dzień dobry Harry! - powiedziała uradowana, kiedy mnie zobaczyła.

-Hej mamo - przytuliłem ją i nie ufnie spojrzałem na mężczyzne.

-Witaj - odparł pewnie.

-Dzień dobry - zmróżyłem oczy i usiadłem na przeciwko przyjaciela mamy.

-Chcesz kawę? - spytała mnie mama.

-Poproszę - uśmiechnąłem się w jej stronę - a więc Alex, czym się zajmujesz?

-Jestem informatykiem, okazyjnie prowadzę zajęcia na siłowni.

-Miło słyszeć - skłamałem. Dalej fiutowi nie wierzyłem. Był przyjebany jak deski do płotu. Jednak widziałem jak moja mama na niego reaguje i nie chce jej niepokoić swoim zachowaniem w stosunku do tego kolesia - jakiego rodzaju zajęcia? - siorbnąłem kawy, którą przyniosła mi mama.

-Z samoobrony. Są to najbardziej porządane zajęcia w tych czasach.

-Wspaniale - uśmiechnąłem się sztucznie i zająłem się moją jajecznicą.

-Cóż. Niestety muszę was opuścić i zająć się pracą. Jakby ktoś mnie szukał, jestem w salonie.

Przemilczałem to. Po zjedzeniu śniadania, podszedłem do mamy i wręczyłem jej moją wypłatę.

-Harry nie musisz oddawać wszystkiego - wyciągnęła połowe banknotów i mi je wręczyła - tyle wystarczy - uśmiechnęła się szczerze.

Odwzajemniłem uśmiech i włożyłem pieniądze do portfela.

-To ja się zbieram. Po pracy idę z kolegami na piwo, żebyś się nie martwiła.

- Harry wiesz, że mi możesz powiedzieć wszystko, prawda?

- Wiem.

-A robisz tak?

-Jak najbardziej.

-W takim razie baw się dobrze.

Nie chciałem kłamać, ale nie mogę jej powiedzieć i już. Wsiadłem do samochodu i ruszyłem w stronę miejsca pracy. Podróż była stosunkowo krótka. Zaparkowałem samochód na parkingu służbowym. Zamknąłem go i wszedłem przez drzwi dla pracowników. Ubrałem czerwony fartuch z logiem firmy w lewym dolnym rogu i zająłem moje stałe miejsce za kasą.

Zapraszam na nowe opowiadanie 'twitter message ✉' z Louisem w roli głównej. Znajdziecie je na wattpadzie. Zostawcie po sobie ślad

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz