środa, 3 września 2014

ღ Rozdział 4 ღ

Alice's POV:


-Dzisiaj dał nam niezły wycisk. Mam problemy z oddychaniem.
-Przesadzasz.
-Mówi to osoba, która ma świetną kondycje, a do tego tańczy od dziecka. do mnie. Alice Hall największego obiboka w Bristolu.
-Nie zaprzeczę.
-No właśnie. A tak zmieniając temat masz s
zamiar wrócić do tej kawiarni?
-Myślę, że tak. Jest naprawdę czarujący i chyba miał problemy z oddychaniem jak mnie zobaczył - zachichotała.
-Jeju on na prawdę ci się spodobał.
-Nie prawda.
-Rue... ty chichoczesz.
-Dobra może trochę.
-Ja muszę lecieć - mówię patrząc na zegarek.
-Okej, to do jutra.
-Paaa i powodzenia.
-Przestań - zachichotała. Znowu. Boże co ten koleś zrobił z moją Ruby...
W sumie to się cieszę. Nie była taka szczęśliwa od zniknięcia Harry'ego. Mimo, że go nie znała czuła tą pustkę w sercu. W końcu chłopaków jest wiele, ale prawdziwa miłość tylko jedna.
Wróciłam do domu gdzie czekał na mnie Liam i mama.
-No i byłem na tej...
-Cześć Ali! - krzyknęła moja mama przerywając bratu. Podejrzane... O czym gadali?
-Hej mamo.
-Mamy małą wiadomość dla ciebie -popatrzyłam z podejrzeniem na obojga.
-Tata wraca! - odezwał się w końcu Liam.
O mój Boże... tatuś.


Harry's POV:


Kolejny dzień, szary i nudny. Siedzę jak zwykle za ladą i obsługuję klientów. Dziś obserwuje nas szef, więc nie mogę się ociągać. Uwijam się błyskawicznie z każdym zamówieniem. Nie mam zamiaru tego spierdolić jak ostatniej pracy. Nie teraz kiedy Abb mnie potrzebuje. Z moich oszczędności i mamy wypłaty mieliśmy dopiero połowę. Nie ma żadnych nowych powikłań, a stare nie nasilają się. Cieszy mnie ta wiadomość jednak mimo to bez reszty pieniędzy stoimy w miejscu. Abbey jak dobrze pójdzie wyjdzie za miesiąc i...
-Hej. Po proszę cappuccino na miejscu. - Ruby...
-J..jasne - odchrząknąłem. Weź się w garść - cappuccino dla pięknej pani raz.
Odwracam się do ekspresu i ustawiam go. Wsypuję ziarna kawy i odwracam się do Rue. Witaj rumieńcu.
-Widzę, że często bywasz w tej okolicy.
-Mieszkam niedaleko - dalej marszczy nos jak kłamie.
-To super! W sumie głupio byłoby się tłuc pół dzielnicy do jednej kawiarni.  - ale to jest mój głupek i jest ze względu na mnie.
-No.. - powiedziała speszona kiedy zapikał ekspres. Położyłem filiżankę na spodku, a potem podałem go dziewczynie.
-Zawołaj, a przyjdę... z rachunkiem - uśmiechnąłem się.
- Okej.
Długo to nie potrwało. Specjalnie piła tak szybko? Podniosła rękę, a ja podszedłem z rachunkiem i wziąłem puste naczynie.
-To wszystko?
-Niestety tak. To do jutra.
Do jutra? Przyjdzie tu. Znowu. Dla mnie....

4 komentarze:

  1. Super, mam nadzieję że miedzy nim się ułoży i znowu będzie gorąco, pozdrawiam i czekam na więcej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak najwięcej Rurry moments jak najwięcej <3
    Nie mogę się doczekać nexta! *.*
    Kocham, @youmakememad96 .xx

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam ♥♥♥♥♥ Czekam na next :) ♥♥

    OdpowiedzUsuń