piątek, 3 kwietnia 2015

ღ Rozdział 27 ღ

×Harry×
Kolejny nudny dzień mija nie ubłaganie wolno. Skakałem z kanału na kanał, pijąc przy tym sok limonkowy. Ogarniało mnie znurzenie i powoli zaczęło mnie to irytować.
Wstałem z kanapy z zamiarem pójścia na siłownie. Dawno tam nie byłem i powoli zaczynało być to widoczne. Nie mogę tak spaść z formy, bo za chwile zrobi mi się piwny brzuszek, a tego nie chce.
Spakowałem torbę i ubrałem buty. Przed wyjściem wysłałem szykbkiego sms'a do mamy, że nie będzie mnie w domu na jakiś czas i ruszyłem w stronę samochodu, który po wejściu do niego uruchomiłem.
Po jakiś dwudziestu minutach drogi byłem na miejscu. Stara siłownia gdzie ćwiczyłem do zawodów. Przebrałem się w strój i spakowałem swoje rzeczy do szafki. Wziąłem jeszcze mały ręcznik, który przewiesiłem przez kark oraz butelkę wody.
Moim pierwszym celem był worek treningowy. Dawno tego nie robiłem, ale jeszcze nie zapomniałem jak to jest. Nałożyłem rękawice i zacząłem okładać swój cel.
-Proszę, proszę! Kogo my tu mamy! - usłyszałem męski głos za swoimi plecami.
Odwróciłem się i ujrzałem mojego starego, dobrego przyjaciela.
-Luke - odparłem zdyszany.
-Hej - uśmiechnął się do mnie. Odwzajemniłem uśmiech od razu.
-Zmieniłeś się - odparłem.
-Ty też. Kto by pomyślał, że zapuścisz włosy!
-A ty brodę!
-No - pogładził swój nabytek i parsknął śmiechem - a jak u rodziny?
-Abbey jest w szpitalu - powiedziałem od razu - ale już jest wszystko w porządku.
-Wystraszyłeś mnie - powiedział z ulgą.
-Poza tym moja mama pracuję, ja też.
-Właśnie! Widziałem twoją mamę na mieście wczoraj. Chyba wracała z pracy.
-To super?
-To nie wszystko. Szedł z nią jakiś koleś.
-Pewnie Alex - odparłem obojętnie.
-Jesteś taki spokojny. Zawsze odtracałeś nowych partnetów matki, aż dała sobie spokój.
-Cóż, jakoś go znoszę. Widzę, że moja mama naprawdę go lubi, a on nie pokazuje nic niepokojącego.
-Gdzie ten stary zaborczy Hazz, którego tak dobrze znałem?
-Wyparował wraz z utratą Rue.
-Jak się trzymasz? No wiesz... po tym wszystkim. Wspomnienia wróciły.
-Cóż nie jest super, ale najgorzej też nie.
-Widziałeś ją?
-Kilka razy, ale staram się jej unikać.
-Jak wolisz. Jak coś znajdziesz mnie zawsze tutaj. Narazie Hazz.
-Narazie.
Nie mogę powiedzieć, że znów jestem razem z Rue. Za dużo osób już wie. Nie mogę się tym chwalić na prawo i lewo.
Wróciłem to walenia w worek z zamiarem odstresowania się i oddzielenia się od reszty świata. Byłem jak w transie, zawsze tak było...

wtorek, 17 marca 2015

ღ Rozdział 26 ღ

Trzeci rozdział ciągnie się ten jeden dzień. Postaram się go dzisiaj zakończyć xD

Kiedy Harry znów wyszedł poczułam się samotna. Nie miało to trwać długo, bo za godzine ma przyjść po mnie Chase.

Zaczęłam przygotowywać na imprezę u Shawna. Umyłam się razem z włosami, które po prysznicu skręciłam w lekkie loki. Pomalowałam się troche mocniej niż na codzień. Ubrałam się w czarną, obcisłą sukienkę, a na stopy nałożyłam szpilki na ekstremalnie wysokim opcasie pod kolor sukienki.

Stanełam przed lutrem i oglądajac efekt końcowy, czekałam na Chase'a, który jak zwykle spóźniał się już dobre dziesięć minut.

Kiedy już zaczełam wątpić w mojego przyjaciela, zadzwonił dzwonek i odrazu otworzyły się drzwi.

Przez nie wszedł Chase. Był ubrany w czarne rurki, biały podkoszulek i czarną skórzaną kurtkę, a na nogach miał ciemnoszare adidasy. Włosy jak zawsze były zakryte przez fullcap'a.

-Cześć piękna - zatkało go. - Wow, ale mnie zaszczyt kopnął, że będę woził taką dupę.

Zaczęłam chichotać na jego słowa, a on przyciągnął do siebie i ucałował w czoło.

-Mam piękną przyjaciółkę - rozmarzył się.

-Aww.

-Przetańczymy całą noc - powiedział, podniósł mnie i obrócił się kilka razy wokół własnej osi. Zapiszałam, a kiedy mnie postawił, zachwiałam się przez zawroty w głowie.

-Tylko nie wywijaj mną tak na parkiecie.

-Zawsze cię złapię i nie upadniesz - cmoknał - dobra ruszajmy - wskazał ręką w stronę wyjścia.

Wyszłam na przód, a blondyn klepnął mnie tyłek. Ponownie z moich ust wydostał się pisk.

-Nie piszcz już tak, bo nie będziesz mogła rano mówić - prychnął.

-To przestań byc ich powodem.

-Zabrzmiało to dwuznacznie, młoda damo. Nie prowokuj mnie!

-Sugerujesz coś?

-Ja? Nie! Skąd - zaśmiał się.

-Za to cię kocham.

-Wiem - cmoknął - jestem wyjatkowy. Mimo wszystko wolę blondynki.

-Wiem, wiem.

-Przefarbuj się i będę mógł cię pieprzyć.

-Wole być szatynką - prychnęłam.

-Z własnej woli rezygnujesz z tego - uniósł koszulkę do góry, ukazjując swój sześcio -pak.

-Dobra, bo nigdy nie wyjdziemy - zamknełam za sobą drzwi na klucz. Podeszliśmy do samochodu, a Chase otworzył mi drzwi do jego mercedesa.

-Gentelmen - udałam zachwyt i wsiadłam do auta.

-Rodzinne.

-Jan zwykle skromny - prychnęłam.

-Zawsze i wszędzie - uśmiechnął się słodko i zajął miejsce kierowcy.

Dotatliśmy na miejsce po jakiś trzydziestu minutach. Wysiadłam z pojazdu i ujrzałam wielki dom stojący przede mną. Było słychać dudnienie muzyki, a w oknach migały kolorowe światła. Budynek zjadował się na odludziu, więc podejrzewam, że będzie to trwało do rana.

Chase chwycił mnie w pasie, a ja ułożyłam rękę na jego ramieniu. Ruszyliśmy w stronę drzwi, a kiedy przeszliśmy przez nie uderzył mnie klasyczny imprezowy smród. Mieszanka alkoholu i potu drażniła moje nozdrza.

-Co robimy? - powiedziałam do Chase, próbując przekrzyczeć muzykę.

-Napijmy się na początek - wskazał bar gdzie stała Ali z Zee.

Podeszliśmy do nich i przywitaliśmy się.

-Słodko razem wyglądacie - odparł Zee.

-Pasujecie do siebie - dodała Ali.

Cóż racja ubraliśmy się kompatybilnie, ale to nie nie zmienia faktu, że jesteśmy tylko przyjaciółmi.

-Czy ktoś jeszcze wierzy w przyjaźń damsko-męską? - spytałam Chase'a.

-Hmm, MY!

-Racja! - spojrzałam na nich z pod byka.

-Dobra, dobra! - prychnęłam na słowa Alice.

-Czego chcecie się napić?

-Daj jakiegoś szybkiego drinka i idziemy balować - kiwnął głową w moją stronę.

-No tak tancerze się znaleźli - wyrzuciła moja przyjaciółka.

-No widzisz.

-Macie - podał nam szklanki z procentami.

-Dziena Zee - powiedziałam i szybko opróżniłam zawartość naczynia, a potem wraz z blondynem udałam się na parkiet.

Tańczyliśmy i wariowaliśmy dobre kilka piosenek. Ludzie przychodzili i odchodzili, a my wiernie towarzyszyliśmy muzyce. Jak przystało na zawodowców nieźle wymiataliśmy i mogę być z nas dumna.

Kiedy nastała wolna piosenka wreszcie mogliśmy odetchnąć i bujaliśmy się w rytm spokojnej nuty. Blondyn usadowił swoje ręce na moich biodrach i przyciągnął mnie do siebie, a ja ułożyłam swoje na jego karku.

-Jak się bawisz?

-Z tobą gdzie kolwiek bym była, zawsze się będę świetnie bawić.

-Miło mi to słyszeć - uśmiechnął się ukazując swoje białe ząbki.

Nie mogłam się powstrzymać i zabrałam mu czapkę. Ubrałam ją sobie i oparłam głowe o jego ramię. Chase jedynie się zaśmiał. Odczuwałam lekkie zmęczenie przez szalony taniec.

-Idziemy usiąść? - podniosłam głowe.

-Wymiękasz?

-Nope - prychnęłam.

-Dobra chodź - powiedział kiedy skończyła się piosenka. Podeszliśmy do Alice, która wraz z Zee i jeszcze jakimś chłopakiem zajmowali spora część kanapy. Chase zajął pozostały kawałek i pociągnął mnie za rękę. Usadowiłam się na jego udach.

-Wygodnie?

-Nie, ale jakoś to zniosę.

-Jak wolisz.

Spędziłam noc na balowaniu na całego. Dawno nie byłam na imprezie i miałam zamiar nadrobić to wszystko co mnie ominęło.

Następnego ranka obudziłam się z kacem i bólem głowy. Było po jedenastej, a ja leżałam w swoim łóżku. Dalej byłam w sukience, ale już bez butów. Koło mnie spoczywał Chase, który jeszcze pochrapiwał. Miał na sobie jedynie podkoszulek i bokserki. Zaśmiałam się na ten widok, budząc go przy tym.

-Co cię tak śmieszy? - burknął pod nosem wciąż mając zamknięte oczy.

-Ty - przeczesałam włosy i wstałam - Wstawaj, a ja idę zrobić śniadanie.

-Widzimy się na dole - wymruczał do poduszki.

-Okej.


▬ ▬ ▬ ▬ ▬
Jak obiecałam wraz z odzyskaniem komputera uzupełnię rozdziały, a więc jestem! Liczę na masę komentarzy :)

ღ Rozdział 25 ღ

Kiedy wróciłam do do domu nie zastałam w nim taty. Pewnie wrócił do pracy. Rzuciłam trobę do przedpokoju i weszłam schodami na górę. Wzięłam szybki prysznic żeby odścieżyć się po męczących zajęciach. Siadłam na łóżko i uruchomiłam mojego laptopa. Przeglądnełam portale społecznościowe i kilka stron plotkarskich.
Nic nowego na mnie nie czekało, więc puściłam sobie jakiś film. Podczas oglądania rozproszył mnie dzwięk przychodzącej wiadomości. Zastopowałam seans i odblokwałam telefon w celu przeczytania sms.
✉Chase: Masz czas dziś wieczorem? :) x
✉Rue: Zależy w jakiej sprawie xD
✉Chase: Impreza u Shawna! :P
✉Rue: Postaram się urwać xx
✉Chase: To do dwudziestej pierwszej słonko :)
Spojrzałam na zegar i westchnełam. Nie widziałam się dzisiaj z Harry'm. Jak na zawołanie dostałam do niego sms'a.
✉Harry: A tobie miłego dnia! Przepraszam, że nie odpisałem wcześniej, ale miałem urwanie głowy :(
✉Rue: Haha, ok! Dzięki. Dasz radę spotkać się przed 21?
✉Harry: A co potem idziesz spać? Haha
✉Rue: Jestem umówiona ma imprezę, a nie na sen!
✉Harry: Okej, okej. Z kim? ._.
✉Rue: Z Chase'm i Alice.
✉Harry: A co oni są razem?
✉Rue: Przecież Ali jest dalej z Zee, głupku.
✉Harry: To znaczy, że...
✉Rue: Nie jestem związana z nim w taki sposób jak myślisz. To tylko przyjaciel.
✉Harry: No nie wiem.
✉Rue: Jak mi nie wierzysz to twój problem. Nie będę się tłumaczyć.
✉Harry: Dobra. Będę za dwadzieścia minut.
✉Rue: Co?! Jak to?!
Rzuciłam telefon na łóżko i poleciałam się szybko ogarnać.
Po jakimś czasie byłam prawie gotowa. Nie zwalałam z nóg, ale nie wyglądałam już jak strach na wróble. Zadzwonił dwonek, więc zleciałam po schodach żeby otworzyć drzwi. Przywiał mnie goracy pocałunek prosto w usta. Oddałam go natychmiast. Wplotłam palce w loki Styles'a i wciagnęłam go do domu żeby uniknąć spojrzenia ciekawskich sąsiadów, którzy już odsuneli lekko firanki.
-Hej - odetchnął.
-Cześć - uśmiechnęłam się do niego - coś do picia?
-Herbatę? - zaproponował, ściagając przy tym buty i płaszcz.
-Dobra - chwyciłam go za rękę i pociągnełam do kuchni. Usiadł na na jednym z krzeseł barowych, a ja zabrałam się za parzenie napoju.
-Jak w pracy?
-Maskara. Ta Janet to wrzód na dupie. Mam dość tej pustej lalki - prychnął - nie wiem jak dostała się do tej roboty. Jest chamska dla klientów, a na dodatek po wielogodzinnych szkoleniach wciąż nie ogarnia obsługi kasy - wyrzucił.
-Próbuje zwrócić uwagę.
-Co?
-Niektóre tak robią. Miałam kiedyś odpowiednik Janet w pierwszej klasie liceum. Udawała pustaka, a potajemnie chodziła na prywatne zajęcia z rozszerzonej matmy. Robiła z siebie ofiarę żeby zwrócić uwagę płci przeciwnej.
-Oh. Cokolwiek. Mam jej dość - burknał.
-Masz - podałam mu kubek z herbatą i usiadłam na przeciwko niego.
-Co cię gryzie? - spytał Hazz po chwili ciszy.
-Hm. Czy my kiedyś... się kochaliśmy?
-Nie - przygryzł wargę.
-Wyznałam ci miłość?
-Nie pamiętasz?
-Nie bardzo - skrzywiłam twarz na widok bólu wypisanego na twarzy chłopaka.
-Tak, zrobiłaś to.
-Oh.
-A co teraz czujesz?
-Mam mieszane uczucia i nie jestem nich pewna.
-A czego jesteś?
-Tego, że mi na tobie zależy i nie chce ponownie cię stracić.
Harry chwycił moja dłoń i uścisnął ją.
-Nigdzie się nie wybieram. Za długo żyłem bez ciebie u boku.
Wstałam, a potem usiadłam okrakiem na jego udach i wtuliłam się w jego tors.
-Nawet nie pamiętam tego uczucia - wyszlochałam.
-To jest wtedy kiedy nie chcesz stracić tej drugiej osoby. Twoje serce na widok ukochanego bije szybciej, oddech staje się płytki, a z każdym dotykiem pojawia się gęsia skórka. Masz uczucie jakby motylki latały w twoim brzuchu z każdą myślą o tym jedynym.
-W takim razie chyba cię kocham, Harry.
-Ja ciebie też i nigdy nie przestałem.

ღ Rozdział 24 ღ

Piszę to drugi raz, bo pierwszy tekst mi się usunął. Jestem tak mega wkurzona na wattpada, bo taki fajny rozdział mi wyszedł i muszę go pisać od nowa. Teraz nie wyjdzie mi taki sam, wrr -.-
***
No to może dzień z życia Rue? :)
Wstałam jak zwykle z samego rana. Mój zegar biologiczny przystosował się do czasów szkolnych, więc moja stała pora wstawania to godzina siódma. Gdy obudzę się później to z góry mój dzień jest zapowiedziany beznadziejnie.
Wstałam i poszłam do łazienki. Wzięłam szybki, orzeźwiający prysznic, a na twarz nałożyłam lekki makijaż. Wróciłam do pokoju i ubrałam się w czarne legginsy i obszerną koszule.
Przeleciałam cicho do kuchni żeby nie obudzić ojca, który odsypiał nockę.
Wsypałam płatki do miski i zalałam je mlekiem. Dodałam dla smaku łyżkę miodu. Zaczełam jeść śniadanie.
Podczas konsumkcji odblokowałam telefon żeby wysłałać sms do Harry'ego.
✉Rue: Powodzenia w pracy! Xx
Zablokowałam go i włożyłam do kieszeni koszuli. Po zjedzeniu umieściłam miskę w zmywarcę i ruszyłam ponownie na górę. Była dopiero ósma trzydzieści, więc zabrałam się za dopracowywanie moich prywatnych planów pokoi, które tworzę dla przyjemności i zabicia czasu.
Kiedy skończyłam było dobrze po dziesiąstej, więc zaczęłam zbierać się na poranne zajęcia taneczne. Spakowałam moją torbę i zeszłam na dół. Odblokowałam telefon żeby przeczytać wiadomość, która przed chwilą przyszła.
✉Chase: Będziesz dzisiaj na zajęciach? Xx
✉Rue: Oczywiście! :3
✉Chase: W takim razie nie mogę się doczekać! :))
Schowałam go do torby i wszedłam do kuchni, gdzie siedział mój ojciec zajadający jajecznice.
-Hej mała - przywitał się.
-Cześć tato - ucałowałam go w policzek i wyciągnęłam butelkę wodę z lodówki na zajęcia.
-Wyspałeś się? - zapytałam wkładając trampki.
-Średnio, ale to normalne - westchnął i upił łyk kawy.
-Eh, dobra. Ja muszę spadać. Pa tato! - pomachałam mu.
-Okej. Uważaj na siebie!
-Dobrze! - wyszłam z domu i skierowałam się w stronę domu kultury, gdzie odbywają się zajęcia. Włożyłam suchawki do uszu i puściłam muzykę.
Kiedy dotarłam ujrzałam moją przyjaciółkę czekającą na mnie przed szatnią.
-Jezu dziewczyno! Wieki cię nie widziałam! - przytuliła mnie.
-Też się cieszę, że cię widzę. Mimo to jestem na ciebie zła!
-O co? - spytala zdezorientowana.
-O Harry'ego.
-Nie rozumiem - zmarszczyła brwi.
-Wszystko sobie przypomniałam!
Alice rozejrzała się po korytarzu, a potem wciągnęła do jeszcze pustej szatni.
-Charlie wie?
-Nie i wolę żeby się nie dowiedział.
-Czemu?
-Bo spyta o powód, a ja mu nie powiem, że dzięki Harry'emu odzyskałam zamazany obraz mojej przeszłości.
-Oh.
-Nie mam zamiaru znów go stracić, rozumiesz?
-Kochasz go?
-Nie wiem.
-Przeczekaj to. Nie pali się przecież, tak?
-No tak.
-Więc zostaw tak jak jest.
-Okej - przerwaliśmy kiedy do szatni zaczeli schodzić się ludzie. Przebrałam się szybko z koszuli w luźny, krótki do brzucha podkoszulek na szerokich ramiączkach.
-Idziesz? - zapytałam Alice, kiedy byłam gotowa.
-Idź sama - mówi siłując się z obcisłymi rurkami, które ubrała - pójdę jeszcze do toalety.
-Spoko - wzruszyłam ramionami i przeszłam z szatni do sali z wielkimi lustrami ma ścianach.
Chase stał przy radiu i ustawiał muzykę na dzisiejsze zajęcia.
-Hej - uśmiechnęłam się i podeszłam blizej kiedy mnie zauważył.
-Kogóż to moje oczy widzą! - przytulił mnie i zmierzwił włosy na co wzięłam jego stały element ubioru, czyli fullcap i ubrałam go sobie.
-To moje - pokazał na czapkę i uśmiechnął się podejrzanie.
-Już moje - wystawiłam mu język.
Chase zmarszył czoło i nagle zaczął mnie łaskotać.
-Haha! Przestań! - zaczęłam niekontrolowanie chichotać.
-To za karę! - w bezsilności wywołanej śmiechem, upadłam na ziemę i zaczęłam wierzgać nogami. Po chwili Chase usiadł na mnie okrakiem i ułożył mi ręce nad głową, skutecznie uniemożliwiając mi jaki kolwiek ruch.
Ściągnął czapkę z mojej głowy i ubrał ją sobie daszkiem do tyłu.
-Wyglądałam w niej lepiej - prychnęłam wciąż przybita do ziemi przez ciężar chłopaka.
-Wątpie - uśmiechnął się słodko i zszedł ze mnie. Wyciągnał rękę i pomógł mi wstać. Przyciągnał mnie do siebie, a ja odruchowo umieściłam ręce na jego torsie żeby nie upaść.
-Jesteś ciężki.
-Sama rzeźba słonko - unósł bicka do góry i ucałował go. Wybuchnełam śmiechem na jego czyn, a on dołączył do mnie z tym swoim uroczym śmiechem.
-Wygladacie jak para.
-Ale nie jesteśmy - odpowiedzieliśmy równocześnie do Alice, która stała w drzwiach.
-Haha! Wiem o tym.
Chase mnie puścił, a ja walnełam go w ramię z pięści na co ten udał wielki ból i skrzywił twarz.
W odwecie przerzucił mnie sobie przez ramię i walnął w tyłek.
-Puść mnie!
-Nah?
Tym razem to ja walnełam go w tyłek na co podskoczył i zaczął się śmiać.
-Normalnie jak para - powtórzyła przygladajac się naszemu zachowaniu.
Blondyn puścił kiedy zaczęli schodzić się inni uczestnicy zajęć. Spojrzałam ma niego i cmokęłam w jego stronę, a on puścił mi oczko. Zajeliśmy z Ali miejsca z przodu jak zwykle.
Po zajęciach pożegnałam się z Chase'm buziakiem w policzek. Przebrałam się i wyszłam z domu kultury z moją przyjaciółką u boku.
-Jak myślisz, jak zachowa się Hazz na twój bliski kontakt z tym przystojnym blondaskiem?
-Bawisz się w dziennikarkę?
-Można tak powiedzieć. Więc jak?
-Pewnie mu się to nie spodoba, ale Chase jest zbyt ważną osobą w moim życiu żebym zrezygnowała z kontaktu z nim.
-Między wami nic nie ma?
-On jest bardziej jak brat, mimo że na początku naszej znajomości mnie podrywał.
-Skąd wiesz, że on nie buja się w tobie?
-Powiedzieliśmy sobie, że jak któreś z nas coś poczuje to powiemy sobie o tym.
-Wy razem jesteście zbyt idealni.
-Ale tylko jako przyjaciele.
-Może. A co z Niallem?
-Przecież wiesz, że studiuje w Nowym Jorku i widuję go rzadko kiedy - posmutniałam.
-Chodziło mi bardziej o to kiedy przyjedzie.
-Nie wiem Ali - zaczęło zbierać mi się ma płacz.
-Hej! Nie smuć się! Masz nas, prawda?
-No tak...
-Poza tym on jest przy tobie! Nie ważne jak daleko mieszka!
-Może.
-Zapraszam do Starbucksa na pocieszającą kawę!
-No nie wiem...
-Ja stawiam.
-No dobra - uśmiechnęłam się słabo i ruszyłam razem z przyjaciółką do pobliskiej kawiarni.

ღ Rozdział 23 ღ

Skoro Ruby odzyskała częściowo pamięć to co powiecie na coming back do jej perspektywy. Oczywiście POV Harry też czasami się będzie pojawiał. W każdym bądź razie dziś z perspektywy Rue, a opinie w komentarzach :)
Jestem zdenerwowana. Nawet bardzo. Nie pamiętam czy siostra Harry'ego mnie lubiła. Widzę wszystko jak przez mgłe. Czasami mam coś na kształt wizji gdzie przypominam sobie tylko część wydarzeń z przeszłości. Głównie występują gdy jestem z Hazzą. Dlatego tak często chce z nim przebywać. Może jak tak dalej pójdzie przypomne sobie wszystko.
Chciałabym. Ułatwiłoby mi to wiele rzeczy. Owszem, że łatwiej byłoby zapytać mojego chłopaka, ale wolę sama z tym sobie poradzić.
Mojego chłopaka? Właściwie to czym jesteśmy? Prowizorycznie nie zerwaliśmy z tego co pamiętam, nie kochaliśmy się również, nawet nie pamiętam czy wyznałam miłość i czy wogóle go kochałam.
Jedyne czego jestem pewna to to, że dażę go silnym uczuciem i nie chce go ponownie stracić. Ale czy to już można nazwać miłością?
Nie pamiętam tego uczucia. Dawno nie kochałam drugiej osoby z poza rodziny. To dla mnie nowe tak naprawdę. Chce go kochać, bo jest potrzebny i zależy mi na nim. Tylko coś mnie blokuje.
Boję się, że kiedy już będę przekonana o moim uczuciu do niego może być za późno. Nikt nie lubi żyć w niepewności. Nawet taki facet jak Harry, który od mojego wypadku nie związał się z żadną kobietą.
Schlebia mi to, ale nie mogę trzymać go przy sobie kiedy odejdzie, bo to będzie jego decyzja.
W każdym bądź razie...
Czekałam na Harry'ego, który miał się za nie długo zjawić w progu mojego domu. Myślałam o wyprowadzce z rodzinnego gniazda, wtedy mogłabym spotykać się z Harry'm swobodniej. Jestem już dorosła, poza tym muszę myśleć o studiach. To, że nie poszłam od razu po liceum nie oznacza, że zrezygnowałam z nich ostatecznie.
Myślałam o architekturze. Taniec to moja pasja, ale zawsze chciałam mieć własną firmę. Poza tym taka praca daje lepsze zarobki, więc miałabym zabezpieczenie na przyszłość, a do tego mogłabym finansowo pomóc ojcu, który nie musiałby zasuwać dzień i noc na rachunki i jedzenie.
Z zamyślenia wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Wstałam z kanapy, na której siedziałam i otworzyłam drewnianą powłokę.
-Hej ślicznotko - przywitał mnie piękny uśmiech z dołeczkami należący do Harry'ego.
-Cześć - odpowiedziałam czułym całusem w usta chłopaka.
-Mmm... Miłe powitanie - wymruczał do mojego ucha.
Chwycił moja dłoń i zaprowadził do samochodu, który zaparkowany był nieopodal. Wsiedliśmy i skierowaliśmy się na szpitalny parking, który oddalony był o piętnaście minut jazdy.
Kiedy Harry zgasil silnik, wyszłam z auta i odetchnęłam głęboko spoglądając na wielki, biały, częściowo przeszkolny budynek stojący przede mną.
-Nie miłe wspomnienia? - zapytał zaniepokojony.
-Można tak powiedzieć - wydusiłam.
Chłopak ponownie uchwycił moją ręke i potarł knykcie w celu pokrzepienia.
-Gotowa?
Czułam się niepewnie. Mimo to kiwnęłam potwierdzająco głową.
Zaczęłam niepewnym krokiem zmierzać w stronę szpitala, idąc tuż za Harry'm, który wciaż trzymał mnie z rękę. Dodawało mi yo otuchy. Jego obecność sprawiała, że czułam się bezpiecznie.
Kiedy staneliśmy przed recepcją rozglądnęłam się dookoła i cicho westchnęłam.
-Przyszliśmy odwiedzić Abbey Styles.
-Hm, dobrze. Możecie wejść, akurat nie ma obecnie żadnych badań.
-Dziękuje. Chodź Rue.
Szliśmy wąskim korytarzem do bloku B, gdzie zjadował się odział dziecięcy. W tej części jeszcze nigdy nie byłam. Ściany były białe, ale pokryte wielkimi kolorowymi naklejkami ze zwierzętami. Ściany sal małych pacjentów  były przeszklone, z otwartmi żaluzjami.
-To tutaj - powiadomił mnie Hazz, kiedy się zatrzymał i prawie na niego wpadłam.
Chłopak powoli uchylił drzwi. Ujrzałam trzy łóżka, na których leżały małe dziewczynki w wieku około dziesięciu lat. Jedna z nich ubrana w piżamkę o kolorze pudrowego różu popatrzyła na Harry'ego i wyszczerzyła swoje białe, niekompletne ząbki.
-Harry! - pisneła.
-Księżniczka! - krzyknal chłopak i podleciał do tej slodziutkiej istotki, puszczając przy tym moją rękę - jak się czuje mój skarb?
-Dobrze - przetarła oczy i popatrzyła na mnie - kto to?
-Pamiętasz Rue?
-Tak! - uśmiechnęła się i wyciągnęła rączki. Podeszłam do niej i przytuliłam się. Mała wtuliła się we mnie, a ja pogłaskałam jej głowę. Mimo wolnie z oka poleciała mi łza. Szybko ją wytarłam i odsunełam od siebie ciałko Abbey.
-Jak się czujesz? - zapytał Harry, który usiadł na krześle obok mojego.
-Dobrze - machneła ręką - kiedy przyjdzie mama?
-Może jutro da radę kochanie.
-Oh - posmutniała.
-Hej! Uśmiechnij się, zobacz co ci przyniosłem - wyciągnąl z kieszeni tabliczkę malinowen Milki i szmacianą lalkę z guzikami zamiast oczu.
-Figi! - krzyknęła uradowana na widok lalki. Harry podał jej rzeczy i zmieżwił czuprynę.
Ten widok był wzruszajacy i siłą powstrzymywałam łzy. Styles widząc to splutł nasze ręce i pocałował mnie w skroń. Usmiechnęłam się w jego stronę i oparłam głowę o jego ramię, przyglądając się małej Abbey bawiącej się szmacinką.

ღ Rozdział 22 ღ

Nie wiem co teraz. Kopletnie zmieniło to moje plany. Nie sądziłem, że sobie przypomni. Zwłaszcza przez takie gówno, jak wyskoczenie z okna. Może nie powinienem podobnie się zachowywać? Ale co z tego jak jest już za późno. Może to i lepiej, że sobie przypomniała.
-Pamiętasz wszystko? - zapytałem ponownie niedowierzając.
-Pamiętam wszystko, ale jak przez mgłę. To tak jakby sen, dlatego nie mogłam w to wszystko do końca uwierzyć, aż potwierdziłeś moje przypuszczenia.
-Czyli gdybym nie potwierdził to dalej byś sądziła, że to sen?
-Raczej tak. Żałujesz, że mi powiedziałeś?
-Nie wiem. Sądzę, że to dobrze, że sobie przypomniałaś. Tylko boję się konsekwencji.
-Co?
-Obiecałem twojemu ojcu, że nie zniszczę ci ponownie życia.
-To tego nie rób.
-Świat jest nie przewidywalny, nie wiem co się stanie.
-Nie wracaj do walk, a wszystko się potoczy dobrze.
-Nie boję się o to. Martwi mnie mój ojciec, który kręci się koło naszego domu.
-Macie tego całego Alexa, prawda? Pomoże wam.
-Moja siostra nie może go zobaczyć. Wróci to wszystko co zniknęło.
-Harry - pogłaskała mój policzek - histeryzujesz. Gdyby chciał zobaczyć twoją siostrę, poszedłby do szpitala.
-On chce pieniędzy, albo gorzej. Znów wkręcić się w nasze życie.
-Wasza mama do tego nie dopuści.
-Masz rację. Jednak wciąż się obawiam.
-Wszystko zmierza w najlepszą stronę. Zacznij myśleć pozytywnie, Harry - pocałowała mnie w czoło i oparła głowę o moje ramię.
-Pora wracać - wyszeptałem smutno.
-Widzimy się jutro?
-Jutro? Obiecałem mamię, że pójdę do szpitala.
-Oh - posmutniała.
-Możesz iść ze mną - zaproponowałem - jeśli masz ochotę...
-Oczywiście, że mam.
Odprowadziłem ją do domu i pożegnałem szybkim, czułym pocałunkiem. Uśmiechnąłem się i sam wróciłem do domu.
Kiedy wszedłem ujrzałem moją mamę z Alexem siedzących na sofie przy lampce wina. Śmiała się. Była szczęśliwa. Dawno jej takiej nie widziałem. Nie chcąc im przeszkadzać poszedłem do swojejgo pokoju.

ღ Rozdział 21 ღ

Praco natchodzę!
Zaspany siadłem za kasą i czekałem, aż jakiś poranny ptaszek wleci i coś zamówi. Jednak na marne mi przyszło czekać, bo nikt dziś rano nie ma ochoty na kawę w naszej kawiarni. Włączyłem telefon i wszedłem na portale społecznościowe, na których jak zwykle nic ciekawego nie było. Przejrzałem wiadomości, pogodę - dosłownie wszystko co było możliwe, a klientów jak nie było tak nie ma. Wstałem i podszedłem do okien, wyglądając za nie. Ludzi było mnóstwo, ale żadne z nich nie wchodziło. Popatrzyłem na taliczke, która mówiła czy lokal jest otwarty. Ktoś zapomniał jej odwrócić, a mówiąc ktoś mam na myśli naszą nową pracownicę.
-Janet! - wydarłem się i obróciłem tabliczę. Dziewczyna wyleciała jak poparzona z zaplecza i popatrzyła się na mnie ze zdziwieniem.
-Zapomniałaś obrócić tabliczę i do tej pory nie mieliśmy ani jednego klienta!
-Przepraszam, wyleciało mi z głowy...
-To twój zasrany obowiązek, tego dopilnować!
-Zapomniałam!
-Wali mnie to! Wracaj na zapleczę, bo nie chce widzieć tej twojej tępej twarzy!
Pochyliła głowę i skierowała się tam skąd przyszła, a ja wróciłem na swoje miejsce. Klienci zaczęli tworzyć długie kolejki, a ja ciężko westchnąłem. No to zaczynamy...
Po jakiejś setce klientów wreszcie mogłem odpocząć. To był męczący dzień. Ponownie wyciągnąłem telefon i otwarzyłem wiadomość, która przyszła jakeś dwadzieścia minut temu.
✉Rue: Musimy poważnie porozmawiać. O któreb kończysz?
✉Harry: Za godzinę.
Wysłałem wiadomość i przełknąłem gulę w gardlę, która wytworzyła się przez wiadomość.
✉Rue: Będę czekać przed kawiarnią.
Żadnego buziaka? Emotikonki? Musiało stać się coś poważnego. Nie odpisałem, tylko schowałem telefon.
Spojrzałem na zegar. Zaraz kończy się moja zmiana, co mnie jednocześnie ucieszyło i zaniepokoiło. Dokładnie. Czułem panikę. Bałem się, że Ruby chce zakończyć naszą znajomość, albo powiedzieć, że kogoś ma. Tysiące możliwości przeleciało przez moją głowę. Głównie te o strasznym zakończeniu. Kiedy zegar wybił osiemnastą, zamieniłem się z Nickiem i poszedłem się przebrać.
Wyleciałem z kawiarnii i rozejrzałem się dookoła siebie. Ujrzałem niską sylwetkę skierowaną w moją stronę.
-Ruby! - krzyknąłem. Podeszła do mnie i ściągnęła kaptur z głowy, który chronił ją przed deszczem.
-Harry - szlochnęła - jak długo mnie znasz?
-Od początku tego miesiąca - skłamałem.
-Nie kłam! Już wszystko pamiętam. Kiedy wyskoczyłeś z okna, uderzyła mnie fala wspomnień. - wciągnęła głośno powietrze - Wcześniej myślałam, że poprostu mi się to śniło, ale teraz wiem, że to się kiedyś wydarzyło.
-Ruby...
-Teraz odpowiedz. Jak długo mnie znasz?!
-Ponad rok - westchnąłem i spuściłem głowę.
-Czemu wróciłeś?
-Bo wciąż cię kocham.
-Oh, Harry - wybuchła płaczem i wtuliła się we mnie mocno - ja ciebie też.

ღ Rozdział 20 ღ

-Mogę spać tutaj - wskazałem na sofe w jej pokoju.
-Jak wolisz - wzruszyła ramionami i położyła się na łóżku.
Ułożyłem poduszki i koc, które dała mi wcześniej Rue i położyłem się.
-Chrapiesz w nocy?
-Nie - zaśmiałem się - a ty?
-Czasem.
-Cholera. To będzie ciekawa noc.
Rue zaśmiała się i położyła na swoim łóżku.
***
-Harry - usłyszałem cichy głos dziewczyny - gorąco mi.
Przetarłem zaspane oczy i wstałem do pozycji siedzącej.
-Co ja tu robię? - odparłem zdziwiony.
-Luntykowałeś i przyszedłeś do mnie, a właściwie to się prawie na mnie położyłeś.
-Przepraszam - wstałem.
-Ale mi to nie przeszkadzało - powiedziała i zachęciła do ponownego położenia się koło niej, co zrobiłem bez zastanowienia. Ułożyłem się wygodnie i przyciągnąłem ją do siebie.
***
-Wróciłem! - usłyszałem krzyk z dołu, który obudził nas oboje.
-Kto to? - spytałem zaspany, jeszcze nie do końca ogarniając co w okół mnie się dzieje.
-Charlie - wymruczała. Zerwałem się z łóżka w pośpiechu szukając drogi ucieczki.
-Okno - wyszeptałem i otwarłem je.
-Co ty... - wyskoczyłem. Nie było tak wysoko; poza tym już kiedyś to robiłem. Mianowicie bardzo dawno temu. Uśmiechnąłem się na to wspomnienie. Odwróciłem się do dziewczyny, która stała w oknie i mrugnąłem do niej na co uśmiechnęła się. Była zamyślona, ale ja już musiałem wracać do domu, więc pobiegłem w jego stronę.
-Harry, matko boska! Gdzieś ty się podziewał?!
-Nocowałem u kolegi.
-Twój kolega jest gejem? bo pachniesz bardzo kobieco.
-Dzieli pokój z siostrą.
-Czemu nie wróciłeś do domu na noc? Martwiłam się!
-Byłem zły.
-To nie powód na uciekanie!
-Jest! On na za wiele sobie pozwala! Nie pozwolę na to żeby bawił się w ojca!
-Harry, on po prostu...
-Nie broń go! Dobrze wiesz, że przesadził!
-Wiem, ale Harry, zrozum. On stracił żonę i syna w wypatku i czasami potrzebuję takich rodzinych sytuacji.
-Jakoś mało mnie to wzruszyło. Jak jest popaprany to niech skieruję się do psychologa.
-Kochanie, proszę uspokój się. Alex nie jest zagrożeniem. Nie musisz mnie przed nim bronić. Schowaj tą postawę do kieszeni i po prostu mnie przytul.
-Oh, mamo.
-Już jest dobrze Harry.
-Wiem, ale nie chcę kolejnego ojca. Nie potrzebuję kogoś takiego.
-Rozumiem Harry.
-Nie wiesz jak to jest.
-Prawda, ale ja też żyłam z tym człowiekiem pod jednym dachem.
-Ale nie byłaś jego dzieckiem - miałem ochotę zwymiotować na to wspomnienie.
-Ale byłam jego żoną i przechodziłam to tak samo jak wy.
-Przestańmy o tym gadać, proszę.
-Dobrze - mama przytuliła mnie mocniej.

ღ Rozdział 19 ღ

-Rozgość się.
-Dzięki.
-Chcesz coś do pica?
-Hmm, coś ciepłego?
-Herbatę? - kocham jej herbatę.
-Chętnie.
Usiadłem na kanapie i potarłem uda żeby trochę się rozgrzać. Rozjerzałem i śmiało mogę stwierdzić, że nic się tu nie zmieniło. Nawet to i lepiej.
-Z cytryną?! - krzyknęła z kuchni.
-Tak - odkrzyknąłem i zachichotałem sam do siebie.
-Może to dziwnie zabrzmieć, ale czuję jakby to się kiedyś często zdarzało.
-Co?
-Przepraszam, może nie powinnam tego mówić - położyła kubki na stoliku.
-Nie, nie! Nic się nie stało. Po prostu mnie zaitrygowałaś.
-Oh.
-Mów dalej.
-Cóż... Nikomu o tym nie mówiłam, bo bałam się, że uzna mnie za idiotkę, ale mam takie dziwne uczucie w sobie. Jakby wszystko od nowa i pustkę po stracie kogoś bliskiego. Brakuję mi ciepła tej osoby.
-Rozumiem.
-Dlatego tak bardzo zależy mi na tobie, bo przy tobie tej pustki nie czuję.
-Nigdzie się nie wybieram słonko - pocałowałem ją w czoło i przytuliłem.